Atmosfery łódzkiego Skrapowiska nie da się z niczym porównać. Człowiek zawsze wraca z niego zmęczony, ale naładowany pozytywną energią na tyle, że zasypia z uśmiechem (co prawda tym razem w samochodzie wracając do domu w niedzielę o piątej nad ranem). I jak najszybciej chciałby przeżyć powtórkę.
Przy stole The ScrapCake niektórzy grzecznie pracowali, a niektórzy… pozowali. Najpierw oficjalnie, a potem w wersji do straszenia dzieci. Tych niegrzecznych oczywiście.






Przy stole 7 dots studio można było wziąć udział w warsztatach kartkowych i tagowych prowadzonych przez Anai. My brałyśmy akurat udział w tych drugich, w doborowym towarzystwie.

Można było też obejrzeć prace i zrobić sobie pamiątkową fotkę z prowadzącą.

Anai była bardzo dumna ze swoich warsztatowiczek, a warsztatowiczki ze swoich prac.

Nasza lubelska ekipa, nasze piękne mixmediowe tagi i nasze brudne ręce…

Na Skrapowisku mogliśmy: podziwiać skraperki przy pracy, scraperki zachwycające się swoimi łupami.

Oglądające i macające prace rozłożone na długim stole. A także robiące sobie wspólne zdjęcia.


Można było podziwiać także: kartki łódzkich scraperek, stemple Nordstjerny, zakładki na wymianę i…. Gizmo.


Oraz zostawić wypłatę na stoiskach sklepów…


Cieszę się, że mogłam was znowu zobaczyć, wyściskać. Dziękuję wszystkim rzucającym mi się na szyję, dziękuję łódzkiej ekipie, Ayeedzie i Brises za świetne after party, mężowi Ayeedy za iście scraperskie otwarcie wina. Małgosi i Agacie za towarzystwo w podróży. A mojemu mężowi za cierpliwość i za to, że dostarczył nas do Łodzi i przywiózł bezpiecznie do domu