Archiwum dla: ‘scrapbooking’

Luty 18th, 2012

rusałka i walentynkowa pamiątka

Jak już wspominałam, miałam sporo planów na ten nowy semestr. Ale żeby było ciekawiej, to u mnie się ZAWSZE coś wydarzy. Tym razem zafundowałam sobie kilkudniowy pobyt w szpitalu i przywitam wiosnę z gipsem na nodze. Taka pamiątka tegorocznych walentynek – zaatakował mnie niestety oblodzony chodnik. Nie chciało mi się wracać na uczelnię, ale takiego przedłużenia ferii nie planowałam. Mam dwie nowe metalowe przyjaciółki i ciężko mi teraz scrapować, muszę najpierw trochę przeorganizować mój warsztat pracy – nie dam rady kleić na podłodze :) Pochwalę się więc zaległościami, których jeszcze nie pokazywałam na blogu.

Scrap eksperymentalny, bo praca Ani-Marii zaproponowana do liftu przez matkępolkę naprawdę zmusiła mnie do walki. Efektem tego jest rusałka w zieleni.

Luty 13th, 2012

zima na pomarańczowo

Wraz z początkiem nowego semestru wracam też na bloga. Sesję mogę uznać za prawie skończoną, więc bez wyrzutów sumienia i pełna nowych pomysłów,  poświęcam się wirtualnemu życiu. Częściej odwiedzam też mój scrapowy pokoik, dzięki czemu nadrobiłam zaległości liftonoszkowe z pierwszej edycji. Druga edycja ruszyła już w tamtym tygodniu, ale ja przed weekendem szczęśliwie zakończyłam poprzednią i do nowych liftów się dopiero przymierzam.

Kasia zaproponowała nam do liftu kółkową pracę Vee. A ja nie umiem wycinać kółek, dziurkacza też odpowiedniego nie mam, więc jak się można domyśleć, więcej czasu spędziłam wycinając te nieszczęsne kółeczka, niż na resztę aktu tworzenia tego scrapa. Na zdjęciu znowu moja młodsza wersja i jej nowa pomarańczowa fryzura.

Styczeń 27th, 2012

kawa do kwadratu

Ilość wypijanej przeze mnie kawy w czasie sesji jest zapewne kilkukrotnie wyższa niż w inne dni. Chociaż w tym roku raczej rekordu nie pobiję, bo przerzuciłam się na napoje energetyczne (mąż mój tylko czeka, aż zacznę się świecić w nocy). Niedobór kawy odbijam sobie zatem na scrapach.

Kawa po raz pierwszy -  lift pracy Kaori zaproponowany przez noomiy . W roli bohaterów scrapa – mąż i jego ogromna kawa (tak, on trzyma w ręku kawę, do tego jeszcze podpisaną jego imieniem).  Potraktowałam papier gesso, pochlapałam sobie ecolinami, pociapałam jeszcze glimmerami, bawiłam się świetnie… bo jakoś za rysunki na przegląd nie mogłam się zabrać.

Kawa po raz drugi – tym razem moja, zapewne sesyjna :) Lift psychodelicznej pracy Sevriny, zapodała Agi. U mnie w wersji grzecznej i spokojnej, efekt tego samego wieczornego maratonu scrapowego.  Tak, rysunki nadal cierpliwie czekały na moje zainteresowanie. Ale znalazłam też chwilkę dla nich.

Styczeń 22nd, 2012

po odwyku komputerowym

Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek o godzinie dwudziestej, kierunek łóżko będzie jedynym słusznym wyborem. Tym bardziej, że jestem sową i siła grawitacji działa na moją głowę najbardziej w godzinach porannych, a poduszka wydaje się najcieplejszym i najprzyjemniejszym miejscem na świecie. Poza tym nie mam czasu usiąść do mojego kochanego komputera i tracić czasu na coś nie związanego z uczelnią. Dobrze, że to jeszcze tylko półtora tygodnia.

Pochwalę się tym, co udało mi się zrobić bez Liftonoszek. Mój pierwszy tegoroczny scrap. W roli głównej ja jako trudna modelka. To była taka przedliftonoszkowa reaktywacja i wspólne scrapowanie z noomiy, znęcałyśmy się obie nad tym scrapem.

Ten natomiast zaczął powstawać jeszcze przed pierwszym, ale wyszło tak, że skończyłam go dopiero jak się trochę rozkręciłam przy tamtym, więc mogę go nazwać numerem dwa. Liftowanie razem z noomiy, tym razem ta praca. Na scrapie moja Mika, która pozazdrościła mi bench mondayowych zdjęć.

I ostatni scrap, stworzony w ramach przygotowywania pracy z multimediów. Tzn. robienia sobie przerwy w tworzeniu, bo ileż można tłumaczyć teksty o jakimś artyście, polować na zdjęcia prac i filmy. Pamiątka z wernisażu wystawy mojego ulubionego wykładowcy – Adama Styki.

Styczeń 16th, 2012

sesyjne przemyślenia

Ta notka powinna była sama się opublikować. Albo przynajmniej mieć taką szansę. Ale nie będę nikogo okłamywać, że powstała własnie przed chwilą. I nie będę ukrywać, że zamiast czytać niezwykle fascynujące notatki z przedmiotu, którego nawet nazwy dokładnie nie pamiętam, siedzę sobie przed komputerem z lodami i kieliszkiem wina.
W moim przypadku sprawdza się zasada, że w czasie sesji wszystkie czynności poza nauką zyskują na atrakcyjności. Najchętniej malowałabym paznokcie kilka razy dziennie, przemeblowała mieszkanie i wysprzątała je lepiej niż na święta (dobra, na święta mało sprzątałam, bo byłam chora). Nawet jakby mniej mnie mdli jak patrzę na żelazko.

Dlatego też bardzo chętnie zaglądam do pracowni i  aktywnie poświęcam się liftonoszkowaniu. Lejdi zaproponowała do liftu pracę bardzo zdolnej Bei Mahan. I dzięki temu powstał chyba najszybszy scrap w mojej craftowej karierze. Odkopałam sobie z tej okazji  zdjęcie strzelone mi kiedyś przez vanilkę, a do którego mam ogromny sentyment.