Ta notka powinna była sama się opublikować. Albo przynajmniej mieć taką szansę. Ale nie będę nikogo okłamywać, że powstała własnie przed chwilą. I nie będę ukrywać, że zamiast czytać niezwykle fascynujące notatki z przedmiotu, którego nawet nazwy dokładnie nie pamiętam, siedzę sobie przed komputerem z lodami i kieliszkiem wina.
W moim przypadku sprawdza się zasada, że w czasie sesji wszystkie czynności poza nauką zyskują na atrakcyjności. Najchętniej malowałabym paznokcie kilka razy dziennie, przemeblowała mieszkanie i wysprzątała je lepiej niż na święta (dobra, na święta mało sprzątałam, bo byłam chora). Nawet jakby mniej mnie mdli jak patrzę na żelazko.
Dlatego też bardzo chętnie zaglądam do pracowni i aktywnie poświęcam się liftonoszkowaniu. Lejdi zaproponowała do liftu pracę bardzo zdolnej Bei Mahan. I dzięki temu powstał chyba najszybszy scrap w mojej craftowej karierze. Odkopałam sobie z tej okazji zdjęcie strzelone mi kiedyś przez vanilkę, a do którego mam ogromny sentyment.








16 stycznia 2012 at 20:25
Jestem w tym scrapie zakochana!:)
16 stycznia 2012 at 20:58
ja też do niego mam sentyment! Ma duszę… tak jakby Twoją duszę…
Magia!
życie :**
A co do sesji, to ja zawsze jak mam coś zrobić do szkoły dostaję niesamowitego kopa scrapowego, a pomysły nie dają się mi skupić na nauce
19 stycznia 2012 at 09:38
Piękna makowa inspiracja, zapraszam domnie do zabawy