Ilość wypijanej przeze mnie kawy w czasie sesji jest zapewne kilkukrotnie wyższa niż w inne dni. Chociaż w tym roku raczej rekordu nie pobiję, bo przerzuciłam się na napoje energetyczne (mąż mój tylko czeka, aż zacznę się świecić w nocy). Niedobór kawy odbijam sobie zatem na scrapach.
Kawa po raz pierwszy - lift pracy Kaori zaproponowany przez noomiy . W roli bohaterów scrapa – mąż i jego ogromna kawa (tak, on trzyma w ręku kawę, do tego jeszcze podpisaną jego imieniem). Potraktowałam papier gesso, pochlapałam sobie ecolinami, pociapałam jeszcze glimmerami, bawiłam się świetnie… bo jakoś za rysunki na przegląd nie mogłam się zabrać.

Kawa po raz drugi – tym razem moja, zapewne sesyjna
Lift psychodelicznej pracy Sevriny, zapodała Agi. U mnie w wersji grzecznej i spokojnej, efekt tego samego wieczornego maratonu scrapowego. Tak, rysunki nadal cierpliwie czekały na moje zainteresowanie. Ale znalazłam też chwilkę dla nich.













