Styczeń 27th, 2012

kawa do kwadratu

Ilość wypijanej przeze mnie kawy w czasie sesji jest zapewne kilkukrotnie wyższa niż w inne dni. Chociaż w tym roku raczej rekordu nie pobiję, bo przerzuciłam się na napoje energetyczne (mąż mój tylko czeka, aż zacznę się świecić w nocy). Niedobór kawy odbijam sobie zatem na scrapach.

Kawa po raz pierwszy -  lift pracy Kaori zaproponowany przez noomiy . W roli bohaterów scrapa – mąż i jego ogromna kawa (tak, on trzyma w ręku kawę, do tego jeszcze podpisaną jego imieniem).  Potraktowałam papier gesso, pochlapałam sobie ecolinami, pociapałam jeszcze glimmerami, bawiłam się świetnie… bo jakoś za rysunki na przegląd nie mogłam się zabrać.

Kawa po raz drugi – tym razem moja, zapewne sesyjna :) Lift psychodelicznej pracy Sevriny, zapodała Agi. U mnie w wersji grzecznej i spokojnej, efekt tego samego wieczornego maratonu scrapowego.  Tak, rysunki nadal cierpliwie czekały na moje zainteresowanie. Ale znalazłam też chwilkę dla nich.

Styczeń 22nd, 2012

po odwyku komputerowym

Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek o godzinie dwudziestej, kierunek łóżko będzie jedynym słusznym wyborem. Tym bardziej, że jestem sową i siła grawitacji działa na moją głowę najbardziej w godzinach porannych, a poduszka wydaje się najcieplejszym i najprzyjemniejszym miejscem na świecie. Poza tym nie mam czasu usiąść do mojego kochanego komputera i tracić czasu na coś nie związanego z uczelnią. Dobrze, że to jeszcze tylko półtora tygodnia.

Pochwalę się tym, co udało mi się zrobić bez Liftonoszek. Mój pierwszy tegoroczny scrap. W roli głównej ja jako trudna modelka. To była taka przedliftonoszkowa reaktywacja i wspólne scrapowanie z noomiy, znęcałyśmy się obie nad tym scrapem.

Ten natomiast zaczął powstawać jeszcze przed pierwszym, ale wyszło tak, że skończyłam go dopiero jak się trochę rozkręciłam przy tamtym, więc mogę go nazwać numerem dwa. Liftowanie razem z noomiy, tym razem ta praca. Na scrapie moja Mika, która pozazdrościła mi bench mondayowych zdjęć.

I ostatni scrap, stworzony w ramach przygotowywania pracy z multimediów. Tzn. robienia sobie przerwy w tworzeniu, bo ileż można tłumaczyć teksty o jakimś artyście, polować na zdjęcia prac i filmy. Pamiątka z wernisażu wystawy mojego ulubionego wykładowcy – Adama Styki.

Styczeń 16th, 2012

sesyjne przemyślenia

Ta notka powinna była sama się opublikować. Albo przynajmniej mieć taką szansę. Ale nie będę nikogo okłamywać, że powstała własnie przed chwilą. I nie będę ukrywać, że zamiast czytać niezwykle fascynujące notatki z przedmiotu, którego nawet nazwy dokładnie nie pamiętam, siedzę sobie przed komputerem z lodami i kieliszkiem wina.
W moim przypadku sprawdza się zasada, że w czasie sesji wszystkie czynności poza nauką zyskują na atrakcyjności. Najchętniej malowałabym paznokcie kilka razy dziennie, przemeblowała mieszkanie i wysprzątała je lepiej niż na święta (dobra, na święta mało sprzątałam, bo byłam chora). Nawet jakby mniej mnie mdli jak patrzę na żelazko.

Dlatego też bardzo chętnie zaglądam do pracowni i  aktywnie poświęcam się liftonoszkowaniu. Lejdi zaproponowała do liftu pracę bardzo zdolnej Bei Mahan. I dzięki temu powstał chyba najszybszy scrap w mojej craftowej karierze. Odkopałam sobie z tej okazji  zdjęcie strzelone mi kiedyś przez vanilkę, a do którego mam ogromny sentyment.

Styczeń 14th, 2012

liftowanie po immacolowemu

Ja wiem, że nie wypada się ciągle tłumaczyć  z zaległości, więc napiszę od razu – styczeń to podwójna sesja, więc moja obecność w internecie może być mniejsza (powinna, ale nie od dzisiaj wiadomo, że jak ma się człowiek uczyć to wszystko jest ciekawsze). Nie zmienia to jednak faktu, że dzisiejszy dzień spędziłam bardzo twórczo – rano na warsztatach z bardzo miłymi paniami robiłyśmy kartki na dzień babci i dziadka (takie, jakie mogą potem przygotować ze swoimi dziećmi), a potem odbyły się nasze comiesięczne bablublińcowe ploty. A wieczorem w Lublinie nastała zima. I to całkiem porządna.

Ale nie o zimie dzisiaj chciałam. Liftonoszki jak wiadomo obudziły się ze snu zimowego, ja również. Tores zapodała nam do zliftowania pracę Finn. Nie powiem, biłam się z myślami czy sprostam temu liftowi. Ale on tak jakby mi się przyśnił, trochę go przerobiłam po immacolowemu (czytaj: zgubiło mi się pewnie po drodze kilka warstw). I tworzenie poszło całkiem gładko.

Styczeń 7th, 2012

liftonoszkowo po raz pierwszy

Uprzejmie donoszę, że Liftonoszki wznowiły działalność. W troszkę zmienionym składzie, ale równie inspirującym. Z tej wyjątkowej okazji chciałabym pokazać mojego trzeciego w tym roku scrapa. Oryginał do liftu autorstwa Janny Werner wybrałam ja, wszystkie chwaliły mnie za dobry wybór, a potem czytałam przejmujące, czasem wręcz dramatyczne historie tworzenia, czyli w naszym liftonoszkowym świecie bez zmian.

Za to u mnie zmiany! Przykleiłam na scrapie cztery świecidełka. Do dla mnie fakt, który może świadczyć, że wchodzę w jakiś kolejny etap wtajemniczenia, jeśli chodzi o scrapowanie dla siebie. Nigdy z własnej woli czegoś takiego nie uczyniłam.  Dla formalności – bohaterką scrapa jest moja młodsza wersja.